czwartek, 20 kwietnia 2017

"Martwy punkt" Louise Penny - klasyka kryminału i cynamonowe fajeczki

To chyba najbardziej swojski kryminał jaki zdarzyło mi się przeczytać :). Wszystko odbywa się w tak sielskiej atmosferze pewnej Kanadyjskiej wioski, ze ma się ochotę usiąść przy stoliku tutejszej kawiarni z fajeczka cynamonowa i wypić podwójną podwójna z inspektorem Gamache . Ale! W brew temu nie ujmuje to nic całości. To po prostu zupełnie coś innego od mrocznych, pełnych napięcia opowieść, które trafił w mojej ręce do tej pory. Moze ma trochę wspólnych cech z czytanym przeze mnie jakiś czas temu "Cichym ścigałam go lotem..." - obie pozycje są w klasycznym stylu - jednak jest nieporównywalnie przyjemniej i płynniej napisane. Po prostu chce się czytać. Tom jest okazały, okładka bardzo ładna i przykuwa oko. Rozdziały na tyle długie by nie rozpraszać się co chwila przeskokiem akcji. Postacie nie są jednowymiarowe, jest tu coś więcej niż dobro i zło. Są tu po prostu ludzie. Zagadkę autorka poprowadziła w taki sposób byśmy cały czas zastanawiali się "kto zabił" jednocześnie nie wychodząc z rytmu opowieści. Tak naprawdę jedyna rzeczą, do której ja osobiście mogłabym się przyczepić to tytuł, który choć owszem w pewnym momencie wyjaśnia się jednak jakoś nie do końca mi grał z całością :) .

Książka trafiła do mnie w zawartości CuteBoxa z czego bardzo się ciesze. Spokojnie tez polecam każdemu nie tylko miłośnikom gatunku. Całośc jest lekka i przyjemna :) .




Dopisuje do tegorocznego wyzwania czytelniczego kolejne 424 stron i biore się za kolejna pozycje na moim stosie ;)

EDIT: obrazek w tle robiony juz kieeedyś i pokazany TU

3 komentarze:

  1. Brzmi zachęcająco, też mam tą książkę na półce, chyba będę musiała się za nią niedługo zabrać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajna recenzja :) Chyba sięgnę kiedyś po tą książkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale masz super kolorowy obraz w tle! Pokazywalas go kiedyś? Jesli nie, to pokazesz? :D

    OdpowiedzUsuń