niedziela, 26 czerwca 2016

Furia mać - książka przez którą nie przebrnęłam

Tydzień temu w ramach wygranej konkursu otrzymałam książkę Sylwii Kubryńskiej
"Furia Mać".
Pomyślałąm "super!" co za zbieg okoliczności, że książka o takim tytule trafia do mnie włąsnie teraz kiedy wszytsko mi sie sypie, słóżba zdrowia doprowadza do białej gorączki i życie ogólnie raczej nie rozpieszcza.
Po otwarciu przywitał mnie cytat z piosenki "Mrok" zespołu Pudelsi, a dalej krótki tekt informacyjny od autorki po którym moja pierwsza myśl była "o! dokładnie" :

"Wszelkie podobieństwa do zdarzeń opisanych

w tej książce są przypadkowe.
Powiem więcej: wszelkie wydarzenia
w tym tekście są przypadkowe.
Ba! Wszelkie wydarzenia

w moim życiu są przypadkowe"

Rozochocona żuciłąm się do czytania...
Wstęp spodobał mi sie - ironiczny ale uśmiechnęłam sie o przeczytaniu.
Dalej...dalej niestety było już tylko gorzej.





Autorka nie szczędzi słów mocnych i dosadnych które w przestzeni publicznej najczesciej są wypipkane, wykropkowane lub wygwiazdkowane.
Pierwsze wrażenie to przesyt wylewu zali i wścieklosci, robi się to pochwili poprostu nudne. Inteligentny czytelnik zalapał, juz wie o co chodzi, wystarczyłoby 4-5 zdań zamiast 15 tak naprawde znaczącyh dokładnie to samao a jedynie ujętych trochę inaczej.
Rozumiem, że miało to wyraźnie podkreślić furię bochaterki jednak w pewnym momencie zaczęło się to robić poprostu niestrawne. 
Owszem konkluzje w finale są fajne i trafne jednak nim do nich dotrzemy... Można sie wkurzyc-mac.


Chciałam, starałam się.
Nie dalam rady jednak przebrnąć. Czytałam maksymalnie 3 strony naraz.  
Ok, opisuje co w każdym z nas siedzi kiedy sie wkurzymy. Ale taki przykład z mojego zycia wzięty
 (żeby zobrazować o co mi chodzi)
 o ile ja na niesympatyczną i nie pomocną panią w rejestracji zareagowałąm myślą:

 a niech jej mleko do kawy zkisnie...

to Kubryńska to moje jedno zdanie przerobiła by na cala stronę rozpisując się że krowa która to mleko dała powinna cierpięć na jakas nidsympatyczna chorobę jak jelitowka, a w skutek zrazenia sie ta choroba nisympatyczna pani powinna...blabla...trzy strony dalej.

Jak wspomniała na początku nie przebrnęłam. 
Spróbowałam przekartkować do dalszego rozdziału z myślą, że może potem coś się zmienia,
może tylko muszę zagryźć zęby na początku,
że będzie lepiej...
Nie było.

Może ta książka ma jakieś przesłanie, może niektórym sie podoba.
Ja jednak więcej nie sięgnę na pewno po tą autorkę, mam chyba za duże wymagania od literatury.
Lubie chyba myśleć podczas czytania.



9 komentarzy:

  1. Mi ostatnio coraz częściej zdarzają się książki które z trudnością kończę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bardzo lubię ironie i czarny humor. A naśmiewanie się np. z polskich przyzwyczajeń mi w ogóle nie przeszkadza (coś w stylu filmu Dzień Świra), ale są pewne granice jak dla mnie. Szczególnie nie lubię przesadnego narzekania i rozwarstwiania problemu bo zamiast się śmiać zaczynam wpadać w podły nastrój. Myślę, że też nie przebrnęłabym przez tę książkę...Właściwie to ta książka miała śmieszyć czy jak?

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że też ta książka nie przypadłaby mi do gustu. Nie lubię tak obfitego nagadywania ...

    A poza tym co winna jest ta biedna krowa ... ;).

    OdpowiedzUsuń
  4. Hm, może ta książka ma właśnie doprowadzić do furii czytelnika?

    OdpowiedzUsuń
  5. Och, takich książek to ja mie cierpię.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znam tej książki ani autorki. Swoją drogą to jak już coś czytam, to lubię kiedy są jakieś tajemnice, zwroty akcji i raczej po prostu sięgam po fikcję. Nie wiem, czy ta książka by mnie nie przygnębiła.

    OdpowiedzUsuń
  7. Autorka recenzji mrumru powinna zapoznać się z zasadami ortografii. Takich błędów jakie zrobiła w słowach służba i bohater, bo już skisnąć, to mniejszy kaliber, nie powinno już robićdziecko wczwartej klasie podstawówki. Robienie błędów ortograficznych dowodzi braku oczytania, a jak osoba nieoczytana może zrecenzować książkę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ta nieoczytana osoba nie będzie się zniżać do Pana poziomu i podejmować dyskusji. Nikt nie zmuszał z tego co wiem , Pana do czytania mojej recenzji , czym innym jest też zwrócenie uwagi a obrażanie kogoś. Oczytanie , z tego co wiem, nie ma w definicji niczego związanego z ortografią. Po nad to to zarówno mój prywatny blog jak i moja prywatna recenzja związana z moimi nadal prywatnymi odczuciami.

      Pana komentarza nie tylko nie usunę ale podziele się nim z innymi by "ostrzec" moich nieszczęsnych czytelników przed moją nieoczytaną osobą.

      Pozdrawiam.

      Usuń
  8. Nie znam autorki,ale lubię czytać książki,które niosą ze sobą jakieś przesłanie,no chyba że tym przesłaniem ma być furia autorki....
    Ciężko mi się wypowiadać,ale już chyba nie sięgnę po nią,bo zniechęciłaś mnie do niej wystarczająco i jak mniemam,szkoda wydawać na nią grosza.

    OdpowiedzUsuń