sobota, 14 maja 2016

Setka z Hakiem :)


Czyli kiedy w piątek wieczorem nie ma się co robić można pójść 
Emotikon smile np. Setkę z Hakiem :D - melduje że limit moich nóżek to stanowczo 40 km w 8 godz. 15 minut (z jedna 5 minutową przerwą) :) 
można zobaczyć takie widoki :





W skrócie o co chodzi :)
Setka z Hakiem to ekstremalny rajd pieszy gdzie jest do przejścia około 100 km
( w tym roku dokładnie 100,17 km)
w 24 godziny. Start jest zawsze w piątek wieczorem (rajd jest cykliczny, co roku w Maju),
a trasa obejmuje tereny Opolszczyzny.
Dostaje się koszulkę, odblask, mapę z trasą i opisem oraz normalną mapę terenu po którym będzie się poruszać, butelkę wody i tabliczkę czekolady. Ach,no i kartę startową do podbicia na każdym punkcie (są rozmieszczone co około 10 km).
Trasa rajdu jest nie wiadomą aż do dnia startu.






Jak już wspomniałam, przeszłam 40 km - do czwartego punktu kontrolnego, dokładnie 40,96 km .
Start to zawsze 100% energi, świetny humor :). Pierwszy punkt minęliśmy szybciutko, do drugiego szło się nadal dynamicznie, choć można było już odczuć pierwsze pęcherze i ból stóp. Z drugiego do trzeciego już trochę ciężej ale nadal całkiem dobre nastroje i morale.
W drodze na punkt czwarty, rozmowy cichną, parę osób już odpadło, marz przez ciemny las jest monotonny i dłuży się straszliwie, czuć już każdy kamyczek na drodze, a nogi 
(przynajmniej mnie ;p ) bolą już na całej długości :P . W połowie drogi na punkt czwarty wiem już, że to będzie mój punkt końcowy :) trzeba znać limit swoich możliwość i nie paść na trasie próbując iść za wszelką cenę ;) .
Około trzeciej w nocy czekam na "ratunek" w postaci mojej dzielnej mamy, która w środku nocy wsiada w samochód i przyjeżdża po mnie :) .
Jadę do niej - tam jest wanna i nie ma Cezarego , więc mogę spokojnie odpocząć :p.
Do godziny 14 cały czas odsypiam z drobnymi przerwami :).
Teraz już mogę chodzić ale nóżki jeszcze czuję ;)


Rok temu namówiła mnie na to siostra, w tym roku poszłam z dwom kolegami.
Za rok już sobie daruje, znam swój limit :) .
Po co coś takiego robić ?
Szczerze nie wiem. Dla własnej satysfakcji, sprawdzenia możliwości, spędzenia czasu w ciekawy, oryginalny sposób i to z ludźmi o podobnej "zajawce" :)  ?
Bo po prostu, dlaczego nie ;) .
Przygoda, wspomnienia i odrobina satysfakcji :) .

14 komentarzy:

  1. Lubię spacery, ale pewnie nie dałabym rady...100km matko!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajna inicjatywa, jak najbardziej warto skorzystać i spróbować swoich sił :) Może kiedyś i mnie się uda, ale na 100 nie liczę :P

    OdpowiedzUsuń
  3. O wooow!
    No to masz kilmetry w nogach :-)
    Podziwiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajne, podziwiam, ale ja bym może do 20 doszła. Zawsze warto czegoś spróbować. Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Super, bardzo podziwiam - jest satysfakcja :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratuluję samozaparcia

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratuluję samozaparcia

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetna inicjatywa! Ciekawe wyzwanie, kusiłoby mnie, żeby wziąć udział ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Podziwiam, ja nie wiem czy bym tyle przeszła km.

    OdpowiedzUsuń
  10. Super! Ja również podziwiam bo nie wiem czy dałabym radę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. No jak to nie ma Cezarego i możesz spokojnie odpocząć. Gdyby on to przeczytał, to dopiero by Ci się dostało:DDD
    Taki marsz to super sprawa. 40km bym nie przeszła na pewno. Niezłą masz kondycję. Podoba mi się w ogóle, że ten cel jest dopiero znany w ostatniej chwili:)
    Buziaki!:))

    OdpowiedzUsuń
  12. W tym roku dałaś radę przejść 40,96 km, to prawie dystans maratonu.
    Gratuluje :-)

    Analizując bardziej przebieg twojego marszu, weź pod uwagę to że
    ok 37km wielu osób ma kryzys (wielu amatorów-maratończyków określa to mianem ściany).
    Tak zwyczajnie rezerwy energii, które mamy zmagazynowane w mięśniach się kończą.
    Dodatkowo nasz mózg potrzebuje glukozy... i staje się bardzo marudny.

    Pęcherze i ból stóp to kwestia techniczna, do wyeliminowania.
    Ból mięśni można opóźnić w czasie, treningiem przed rajdem
    i odpowiednim odżywaniem i nawodnianiem na rajdzie.

    "Za rok już sobie daruje, znam swój limit"
    Granice naszej wytrzymałości, to nie stała wartość, lecz płynna.

    Trochę wiedzy i treningu i za rok dojdziesz dalej.
    Pamiętaj nasza tolerancja na ból staje się większa w miarę treningu.

    Trzymam kciuki za ciebie :-)

    Do zobaczenia za rok

    Darek :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Auu, nóżki i mnie by bolały, ale inicjatywa fajna :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetna sprawa i pewnie ciekawych ludzi można poznać

    OdpowiedzUsuń