wtorek, 9 czerwca 2015

Migawki - czyli gdzie byłam jak mnie nie było :)

Staram się raz w miesiącu odwiedzac tate na wsi :)
Nie raz już pisałam o tym magicznym dla mnie miejscu pod samym lasem i nie raz jeszcze napisze :) 
Zwłaszcza uwielbiam je w tym okresie wiosenno-letnio-jesiennym kiedy można boso biegać i wygrzewać się w słońcu :)

Ostatnio jak tam byłam przyłapałam takiego jegomościa :)



 A tu bawiłam się w zielarkę :D nacięłam mięty i obrywałam listki, które potem zostały wysuszone i już w tej chwili mogę się cieszyć herbatką z mięty :)



11 komentarzy:

  1. Pięknie . Zdjęcia rewelacyjne

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie, że jesteś :) Magnolia - coś co mi się marzy we własnym ogródku. BArdzo proszę Cię o kontakt w sprawie 4-tysięcznego komentarza na moim blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam miętę! Miałam swój mały miętowy ogródek, ale mój tata postanowił go wyplenić :( więc muszę się zadowolić miętą w doniczce...

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakie fajne zdjęcia. Wężyk pełza wężykiem:)) Super, że sobie odpoczęłaś.
    Uściski!:))

    OdpowiedzUsuń
  5. Patrząc na pierwsze zdjęciu już bym pewnie boso tam nie chodziła ;).

    Za, to drugie zdjęcie jest przepiękne :). Pewnie byłoby, to moje ulubione miejsce :).

    OdpowiedzUsuń
  6. O to jesteśmy na tym samym etapie, też suszyłam miętkę :-)
    Ale ten jegomość na trawie skutecznie zniechęciłby mnie to siedzenia tam :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Piekny jegomosc, chociaz wole go podziwiac z daleka ;)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam wieś i chciałabym tam mieszkać, ale na takiej prawdziwej wsi...

    Piękny wężyk. Na pewno nie miałabym odwagi zrobic mu takiej fotki...

    A jeśli idzie o herbatę to nie lubie takiej z dodatkiem mięty, ale za to sok jabułkowy z miętą uwielbiam

    OdpowiedzUsuń
  9. a już się zastanawiałam, gdzie Cię wciągnęło :) :)
    Miętka pierwsza klasa - aż mi wirtualnie zapachniało :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dobrze, że Ty zauważyłaś jegomościa, a nie on Ciebie :) Kiedyś byłam na wakacjach w domku letniskowym rodziców, pola, las, idę drużką z narzeczonym i omal nie nadepnęłam na takiego, ogromny był, zjadłby mnie w całości ;) Na szczęście W. w porę go zauważył i obie strony wyszły z tego bez szwanku :)

    OdpowiedzUsuń