środa, 18 grudnia 2013

Z perspektywy kota.




Coś w powietrzu drgnęło
poruszyło lekko futerko nastroszone
przeskoczyło od wąsa do wąsa
 zelektryzowało,  zakłóciło drzemkę.

                Popołudniowe nic nie robienie zakłócił zapach cynamonu i Kot postanowił przedreptać z parapetu pokoju na parapet kuchenny. Majka krzątała się w niej, trzaskała czymś to w zlewie to wszędzie po za nim.
- Miau? – zapytał Kot. - Miaaauuuu???- powtórzył, wiedząc, że systematyczne powtórzenia , przeciągane w odpowiedni sposób zawsze w końcu dają rezultat i reakcje.
- O, wstało lenistwo moje.- to Kot zaliczył do reakcji – No czego chcesz? – mówiąc to dziewczyna nie przerywała zajęcia, co z kolei było rezultatem sprzecznym z oczekiwanym.
-Miau? Mriaauuu?! – Kot ponowił swoje pytanie. Czasem rozmowa z tą kobietą przypominała zabawę w zgaduj zgadule. Nie rozumiał tego, lecz w swoim krótkim życiu zdążył do tego przywyknąć.
- No pierniczki piekę. Pierniczki. Święta idą – tu otarła ręce w ściereczkę, podeszła pogłaskać dopytującego się zwierzaka. – I nie, nie dostaniesz. Koty nie jedzą pierniczków.
                Kot popatrzył z wyrzutem jednak co pomyślał sobie to pomyślał, a mianowicie, że sam sobie weźmie jak tylko te dziwne brązowawe rzeczy zostaną sam na sam w zasięgu jego sprytnych łapek. No i co to są święta? Chyba to ten zapach. Albo te Pierniczki. Kot zamyśliłby się nad tym zapewne, może nawet oddał lekkiej zadumie jednak nie miał teraz  na to czasu. Teraz należało, skoro już się obudził, przeciągnąć i poplątać się trochę pod nogami pichcącej kobiety. Trzeba też wskoczyć na blat kuchenny, umorusać łapki w mące, spróbować ukraść orzechy…
- Zmoro paskudna! Nie wolno! – krzyknęła Maja, argument popierając ścierką, która wprawdzie nie uderzyła mocno w koci kark ale trafiła w kocią dumę – Nie, nie, nie! Sio, spadaj mi  stąd.
                Oburzony Kot oburzenie swoje oznajmił miauknięciem o brzmieniu wyrzutu, ponowił próbę przestępstwa od drugiej strony. Nawet już, już mu się prawie udało, łapką niemal poczuł chropowatość orzeszka… ale nie, znów został pogoniony tym razem ręką, w którą to zdążył jeszcze delikatnie zahaczyć pazurem – A co! Niech sobie nie myśli, żeby go tak gonić. – Unosząc dumnie ogon odszedł. Pobawi się pluszową kuleczką.

***
Mieni się i szeleści
kusi oczy, mąci w główce
ah, żeby to tak mieć całe
dorwać w swoje pazurki!

Początek grudnia zaowocował mnóstwem nowości. Zaraz po tym jak pierniczki zostały bezpiecznie popakowane w puszki (nie obyło się bez strat- pomimo gróźb i krzyków Kot uparł się spróbować tych cynamonowych ciasteczek), Maja zabrała się za kolejne interesujące rzeczy. Rzeczy te kota wielce zafascynowały. Niechętnie przyznawał sam przed sobą, jednak było coś hipnotyzującego w błyszczącym proszku, którym posypywała styropianowe kulki. Same kulki zresztą były równie ciekawe, toczyły się, a kiedy się je podgryzało wydawały ciekawe dźwięki. Te wszystkie sznurki, za które można było łapać i ciągnąć. Wstążki i dzwoneczki. Było tak pięknie, że Kot był już gotów myśleć, że dziewczyna buduje mu wspaniały plac zabaw. W kocich marzeniach wszystkie te piórka, które zaczęła rozwieszać w przeróżnych miejscach w domu, latały, wirowały… Łańcuchy szurały o podłogę, bombki obijały się wzajemnie…
- Co tak patrzysz – uśmiechnęła się Maja – oczy masz jak spodki, już ja wiem co w tej Twojej główce się roi. Zapomnij! Nie poniszczysz mi ozdób. Ja tu nam świąteczny nastrój wprowadzam, żeby miło było. Więc trzymaj łapki przy sobie.
                Świąteczny? Znowu te Święta. A pierniczków nie widzę –pomyślał Kot, rozglądając się dokoła. Wyciągnął szyję i poruszył noskiem – Nie, cynamonu też nie czuć, prócz tej ulotnej nutki z kuchennych szafek. Ale tu w pokoju nic. To jak to jest z tymi Świętami? To Święta to jednak nie słodkie ciasteczka, a te wszystkie różne różności? Te lampki świecące kolorowo, to kłujące, zielone drzewko pełne kuszących zabawek?
                Kot podbiegł do zwisającej z półki złotej nitki, pogonił za nią troszkę, pociągną. Brzdęk!
- Kocie! – krzyknęła Maja zrywając się z krzesła.
Na to Kot z prędkością znaną tylko kotom znikną z miejsca zbrodni  materializując się w bezpiecznej odległości.
- Miau. Miau?
- Żadne miał, miał tylko wara mi od łańcuchów.
               
***
Za nosek wodzi, po wąsikach skacze
po grzbiecie przebiega
otula cieplutko
że aż ślinka cieknie.

Dzwoni w uszach to drażni
to milutko kołysze
coś się dzieje w około
coś w powietrzu aż wisi.

                Dom przyozdobiony. A tu dzieje się nadal! Majka ostatnio nie opuszcza kuchni. Krząta się w niej, podśpiewuje. A zapachy aż w nosku kręcą. I nawet od czasu do czasu zawoła Kota i do pyszczka mu coś dobrego podsunie! I to , TO właśnie chyba są Święta! To wszystko naraz wraz z ta muzyką, która od kilku dni w kółko pobrzmiewa w każdym kącie domu. Do której już się Kot nawet przyzwyczaił.
                Teraz cierpliwie – co niezwykłe dla Kota – siedzi i obserwuje i słucha. I nawet zamruczy. Czasem zmieni miejsce – z kanapy na półkę, z półki na kanapę. Nawet chwilowo nie skrada się by coś zwinąć dobrego, nie atakuje puchatych kapci i nie pcha łapek do garnków. Czy to możliwe, że nawet on jest pod wpływem tych całych Świąt? Może. Możliwe. Kot tego w każdym razie nie potwierdza i nie wyklucza.   
                Dzisiaj Majka podekscytowana co chwila w okno zagląda. Kot w sumie ją troszkę rozumie, bo te dziwne mokre i zimne białe spadające z nieba muchy i Jego z lekka fascynują. Mają coś w sobie. Choć gdy przypadkiem wkradną się do domu i przycupną na futerku trzeba je potem zlizywać i na nowo futerko układać.
- Ach! Już zaczęłam wątpić w śnieg w Wigilie – wzdycha raz po raz Maja – oby tylko do jutra nie stopniał. I do pojutrza. Żeby się tak do sylwestra utrzymał.
                Spojrzała na Kota i potarmosiła go za uchem wilgotną od tego całego śniegu ręką.
- Mriiiaaauuu! – oburzył się Kot, odskoczył na podłogę, popatrzył z niezadowoleniem i oddelegował się z dala od tych dziwacznych czułości. Może pójdzie zajrzeć do kolorowych pudełek szczelnie popakowanych i obwiązanych kolorowymi tasiemkami. Pobawi się nimi póki Majka w nie widzi.

***
Nie wiadomo dlaczego
jakaś magia w powietrzu
jakieś ciepło niezwykłe
nawet w kocim rozlało się sercu.

                Od rana coś dziwnego się dzieje. Kot nie do końca wie co. Ale to czuje. Czuje to w kościach i mięśniach. Chodzi za Mają krok w krok , troszkę się pałęta, troszkę przeszkadza ale jakoś tak w miejscu nie może usiedzieć.
                Dziewczyna wyciąga obrus z szuflady, przesuwa stół, kroi ciasta. Podśpiewuje w kółko: „Kiedy miasto na święta się stroi…”. Na stole układa dwa talerze i nawet kocią miseczkę przestawiła na taborecik obok tego wszystkiego.
                Czas płynie, z włączonego laptopa wciąż lecą nowe piosenki, kolędy jak je nazywają ludzie. Za oknem szare chmury powoli się bielą i wymarzony śnieg zaczyna wolno prószyć. W cały domu pachnie tysiącem zapachów – pierniki wyciągnięte z puszek kuszą cynamonem, orzechami i czekoladą; uszka i pierożki aż proszą się by ich skosztować w tym całym zamieszaniu. I barszczyk woła by w nim łapki zamoczyć… ah i jak tu się powstrzymać!
                Kot zasłuchany, zapatrzony chłonie to wszystko i sam już nie wiem co z tego to w końcu te Święta. Pyta, miauczy, a Majka tylko uśmiecha się do niego i dalej swoje.
                W końcu gdy już się ściemniło, gasi światła, zapala lampki na choince i dwie świeczki na stole. Klęka i cicho szepcze jakieś słowa wprost w złożone ręce. W końcu wstaje , wyciąga jeszcze jakiś koci przysmak, który wsypuje do miski. Kot już już się rozpędza by jak najszybciej się tym zająć gdy nagle jakoś tak speszony zwalnia, no bo dzisiaj jakoś tak nie taktownie się Kotu wydaje by się spieszyć z jedzeniem. Czeka więc aż Majka również zacznie jeść swoją kolację.  Patrzy tez troszkę zdziwiony na puste nakrycie przy stole.
- Miau? Miaumiaumiau? – pyta trącając główką wolne miejsce.
- To dla zagubionego wędrowca Kocie. – tłumaczy Maja – Wiesz, dzisiaj jest taki dzień, że jeśli ktoś przyjdzie, zupełnie nagle, niespodziewanie to zaprasza się Go do stołu.
                Kot tego nie rozumie. Ale widocznie nie musi. Przysiada się więc do dziewczyny. Przytula i mruczy gdy ta delikatnie zaczyna go głaskać w ulubione miejsca. Nagle podnosi głowę bo coś mu nie pasuję. Dlaczego Majka płacze? Moczy mu przecież pyszczek gdy taka pochylona nad nim łzawi mu prosto w futerko. Kot lekko się przekręca. Patrzy pytająco.
- Ah Kocie, bo wiesz, do nas i tak nikt nie przyjdzie. Nie ma nikogo kto mógłby przyjść. Ale wiesz? Ty jesteś. Dobrze, że Ty jesteś – całuje Kota w czoło – Bo to takie ważne w ten dzień mieć kogoś przy sobie, kogoś kogo się kocha, bo wigilia to właśnie taka wymiana miłości. Bo dzisiaj upamiętniamy narodziny tej największej.
                I Kot nagle zrozumiał- a więc TO są święta.

1 komentarz:

  1. No i masz! Beczę jak małe dziecko. Ujęłaś moje serce, na początku miałam pisać, że czułam się prawie jak ten psotnik futrzastych, aż do momentu gdy na stole pojawiły się dwa talerze.... Zatem życzę Tobie, sobie i wszystkim by w tę najpiękniejszą noc, obok był ktoś bliski. Pięknie piszesz!

    OdpowiedzUsuń